Co roku myślałam o przygotowaniu potpourri,
ale zwykle brałam się za działania zbyt
późno...
W tym roku postanowiłam zdążyć na czas.
Skrupulatnie zbierałam i suszyłam
kwiaty z ogrodu,z łąk,lasów
oraz wszystkie, które otrzymywałam.
Z czasem nazbierało się tego naprawdę sporo.
Starałam się suszyć każdy z kolorów osobno,
by uzyskać dobre kompozycje
a nie tylko przypadkowy mix kolorów.
Jak to zwykle bywa,
życie zweryfikowało moje podejście
do sprawy.
Kwiaty białe nie schły tak ładnie, jak
się spodziewałam:-(
Ostatecznie połączyłam białe kwiaty z niebieskimi
i żółtymi w jednej mieszance
oraz pąsowe, czerwone i fioletowe w drugiej.
Najtrudniej było zdobyć kwiaty niebieskie.
Te, które kwitną przy drogach
i na łąkach, mają tak delikatne płatki,
że po wysuszeniu zawsze było ich za mało.
I tu wpadłam moim zdaniem
na niezły pomysł,
by posiłkować się w kompozycjach potpourri
kolorowymi trocinami.
Na zdjęciu poniżej zaledwie fragment
większej całości, już wysuszonych trocin...
Ostatecznie przefarbowałam je
na kilkanaście kolorów.
Ze zdumieniem obserwowałam,
jak łatwo nabierają koloru
i równie łatwo suszą się na słońcu.
Do barwienia użyłam barwników spożywczych.
By potpourri długo spełniało swoją pachnącą rolę
potrzeba jeszcze co najmniej dwóch składników
a właściwie nawet trzech(bo i cierpliwości)
Po pierwsze poza dokładnie wysuszonymi kwiatami
należy użyć utrzymywacza zapachu.
Ja użyłam do tego celu suszonych rozdrobnionych kłączy
tataraku i mielonych kłączy kosaćca.
Kolejnym nieodzownym atrybutem mieszanek
są olejki eteryczne dowolnie wybrane.
Ja użyłam paczuli, drzewa sandałowego,
piżma, mandarynki i zielonej herbaty,
w biało- niebieskiej kompozycji białego jabłuszka, lawendy
oraz po kilku kropli pomarańczy i migdałka.
Suszone kwiaty umieszczamy na 2 miesiące w szczelnie
zamykanym naczyniu wraz ze wszystkimi dodatkami,
potrząsając 2-3 razy dziennie naczyniem,
by zapach rozłożył się równomiernie.
Po upływie dwóch miesięcy
wsypujemy mieszanki w ozdobne naczynia
i napawamy się ich zapachem...
lub obdarowujemy swoich bliskich...:)
Kiedy stwierdzimy, że zapach nie jest już
tak intensywny, suszki umieszczamy ponownie
w hermetycznych naczyniach,
dodajemy olejki eteryczne,
trzymamy w zamknięciu tydzień lub dwa
by znowu cieszyć się zapachem lata.
Jeszcze miesiąc i będzie pachniało w
całym moim domu :)
Na koniec fragment prezentu, który szykuję dla Was na swój powrót...
ale o tym będzie w następnym poście,
więc na razie szaaa:-)
Buziaki:))
Dzięki za odwiedziny i miłe przyjęcie:))
Wasza M.Arta