czwartek, 24 maja 2012

Coroczne spotkania przy kwitnących peoniach-zróbmy z tego tradycję




Co roku czekamy z przyjaciółką, aż zakwitną peonie.Niezależnie od tego, jaką ilością czasu dysponujemy, jeśli w ogóle nie mamy czasu, wszystko musimy odłożyć, by móc się spotkać, urządzamy wtedy prawdziwe "babskie" popołudnie, inni członkowie rodziny wysyłani są z domu do kina,  czy na basen, a my wyciągamy z lamusa piękną, ażurową serwetę po babci, ustawiamy różową zastawę, szykujemy coś dobrego do zjedzenia, pyszne koktajle, a deser w postaci sałatki owocowej podajemy zawsze w lodowej misie z zatopionymi w niej kwiatami.


Różowy koszyk wypełniony jest po brzegi jasnymi i pąsowymi kwiatami peonii, których łodygi zanurzone sa w zakrytej serwetką z haftem szklanej misie, dzięki temu nie zwiędną  tak szybko. Stół ustawiamy na tarasie w bliskim sąsiedztwie tych pięknych kwiatów.
Kulminacyjnym punktem popołudnia jest wykonanie wspólnego, pamiątkowego zdjęcia uczestniczek spotkania.
Jak wykonać misę lodową :


Potrzebne materiały:
-dwie różnej wielkości miski metalowe
-słoik wypełniony wodą(obciążenie)
-kwiaty ,dowolne do ozdobienia misy lodowej
-taśma do unieruchomienia mis

Misę należy wykonać z wyprzedzeniem, co najmniej 1-2 dni wczesniej
Do większej misy nalać wody do połowy, po czym umieścić w niej mniejszą miskę, ufiksować położenie misy górnej za pomocą taśmy klejącej i  słoika z wodą jako obciążnika.


Pomiędzy misami umieścić w wodzie dekoracje roślinne z dowolnie wybranych kwiatów lub liści.
Zespolone misy umieścić w zamrażarce na całą noc.


Po tym czasie uwolnić gotową misę lodową.

W lodowej misie można podawać  lody, sorbety czy sałatkę owocową , a nawt owoce morza.

Pamiętać należy, że trwałość misy jest dosyć krótka i jeśli temperatura otoczenia jest wysoka, misa będzie się topiła- należy więc przezornie umieścić pod nią talerz.Chociaż misa z lodu ma krótki żywot, warto zadać sobie trochę trudu, by olśnić nią swoich gości.




Dodaj napis
Na koniec informacja,że udało mi się wykorzystac misę dwukrotnie- podawałam wtedy same owoce - były pysznie schłodzone!

poniedziałek, 21 maja 2012

Przecierki - malowanie gabką w stylu shabby chic

No i wreszcie się odważyłam. Zbierałam się dosyć długo do tego, by wreszcie zabrać się za  swój kredens.W międzyczasie powstał post z manekinem , w salonie  nastąpiły już spore zmiany, a jakoś było mi niełatwo przystąpić do działania w garażu z pędzlem i papierem ściernym w roli  głównej.Jako,że nie święci  garnki lepią- zaczęłam lepić i ja...Kredens na szczęście był pierwotnie oczyszczony ze starej farby. Mnie pozostało tylko pomalowanie go. Pierwszą  użytą warstwą była  brązowa, wodna farba do drewna i metalu- Dulux. Rozcieńczyłam ja wodą- jednakże chyba zbyt mocno, jak mi się wydawało po pomalowaniu, dałam więc następną i nastąpną, na szczęście   kolejne warstwy schły szybko , mogłam dać już Dulux w kolorze Orchidei. Do malowania używałam gąbki, którą porządnie wyciskałam, a w trudno dostępnych miejscach stosowałam metodę"suchego pędzla" Kiedy góra i dół kredensu były gotowe i czekały na przetarcie papierem ściernym o grubości 120, potraktowałam podobnie mniejsze przedmioty, które z racji koloru zostały usunięte do garażu, by tam  doczekać się na lepsze dla nich czasy. 
a było ich naprawde wiele...Te przecierki to tylko dowód kolejny na to,by niczego nie wyrzucać, niemal wszystko da się przerobić...




Before.


After



Po witrynce  przyszła kolej na kredens



Życzę wszystkim miłego,słonecznego tygodnia.

czwartek, 17 maja 2012

Manekin,Dzień Matki i wietrzenie szaf

Wszystko zaczęło się od małego, maleńkiego pomysłu na  posiadanie własnego manekina. Stara, stojąca  na dworze od kilku lat  zardzewiała lampa wydawała się dobrą  jego podstawą. Właściwie, to wstałam dziś wcześnie rano, by wprowadzić w czyn pomalowanie  czekającej w garażu komody, zaopatrzona od wczoraj w odpowiednie farby i pędzle, a tu niespodzianka. Nie wiedzieć jak to się stało,  zamiast zająć się meblem, powstał manekin, którego korpus wymodelowałam z folii aluminiowej zwijając ją w kulki, by nadać odpowiedni kształt,do uszycia sukni wykorzystałam halkę z tiulu i stare, obszyte koronką  prześ -cieradło, które niefortunnie zostało pochlapane  farbami przez MKM.
Nie powiem, trochę pokłułam palce , ale pracowało mi się wyjątkowo dobrze...
                                  Szybko przechodziłam do kolejnych etapów...
no i efekt końcowy...

Jednocześnie powstały zawieszki na dzień MAMY,dekoracja wieszaka i druga sukienka, która ozdobiłam perełkami:



.
Pozdrawiam  tych, którzy dobrnęli do końca oraz witam nową obserwatorkę...

niedziela, 13 maja 2012

Metamorfozy - klosz w stylu shabby chic

Podobno pierwsza jaskółka wiosny nie czyni, ale już powoli widać  zmiany w  salonie .
Atena powiedziała "będzie się działo" ,no i zaczęło się dziać...Powrót do bieli, jak kiedyś. Zawsze dobrze się czułam w jasnych wnętrzach. Wróciły do łask białe pokrowce na kanapę i fotele, meble już schną w garażu, zasłony zmienione, a białe kwiaty konwalii i bzu świetnie się z nimi komponują.
 Porządkując  strych, znalazłam wśród  sterty rzeczy odłożonych na "później", 3 zakurzone , stare lampy z dużymi , szklanymi kloszami.Od razu pomyślałam,że mogą mi się przydać- niewielka przeróbka może sprawić, że zmienią zasadniczo swoje przeznaczenie. Po odkręceniu elementów zbędnych i dokładnym  umyciu, pomysł zaczął się klarować. Bez trudu dobrałam brakujące elementy- zwieńczenie kloszy wykonałam z aluminiowych końcówek do karnisza w kształcie lilijek. Po sklejeniu  wszystkich ruchomych elementów, powstały całkiem przydatne klosze.


                         W pierwszej wersji klosze miały uchwyty z ciężarków do obrusu 
  Myślę,że te z lilijkami mają lepsze proporcje, a ciężarki zwieńczyły ostatecznie osłonki do jajek.
Sporo dziś działałam z pędzlem, wiele rzeczy zmieniło się nie do poznania,  jednak nie wszystko jest gotowe do pokazania od razu.
Pozdrawiam serdecznie ,życząc wielu pomysłów i miłego weekendu.

poniedziałek, 7 maja 2012

Shabby chic ,złamana gałąź bzu i deszcz...


Leje jak z cebra.Wyszłam do ogrodu, żeby zrobić zdjęcia roślinom w deszczu- a tu niemiła niespodzianka. Spora gałąź bzu złamała się pod ciężarem  wody zgromadzonej w jego kiściach. Nie pozostało mi nic innego jak obciąć wszystkie kwiaty i zrobić z nich nietrwały ,niestety, bukiet.
Z reguły nie ścinam kwiatów do wazonu, wolę, żeby kwitły w ogrodzie, tam dłużej cieszą oczy, ale skoro same cisnęły się do wazonu..(.a właściwie wazoników, które  powstały z puszek po karmie kociej:)



Skoro w tytule posta było wnętrze shabby chic,  winnam  umieścić w nim kilka zdjęć ...
Przed chwilą na łóżku  w sypialni spał kot Tadeusz, zwany Pająkiem.Odkąd Sida znalazła u nas schronienie, Tadzik ma znacznie ograniczoną wolność, powoli jednak zaczyna wychodzić przez klapkę na dwór, Sida nie reaguje, nie goni go, jakby uznawała fakt, że był tu długo przed nią...



Przedpokój- wieszak


Zmiany w reszcie domu zacznę  od salonu . Tu będą największe .
Już nie mogę się doczekać realizacji moich pomysłów.Trochę to potrwa, przede mną długa droga, ale decyzja zapadła. Zawsze chciałam mieć dom w stylu shabby chic. Ciągle  jednak coś mi  przeszkadzało, były inne sprawy, ważniejsze. Do teraz.
Dziękuję wszystkim  blogowiczkom, które odwiedziłam ,za mobilizację i inspirację do dalszych działań.
Jakże mocno ten bez pachnie w całym domu... szkoda,że nie mogę tego  Wam przekazać ...
Cóż, uwierzcie mi na słowo- pachnie tak,że trudno się skupić...

Tyle na dzisiaj .
Pozdrawiam serdecznie  wszystkich zaglądających .