sobota, 1 września 2012

Jesienna refleksja

źródło google
Witam was
Dziś będzie inaczej, refleksyjnie.
Schowane w świecie opery mydlanej staramy się zostawiać za drzwiami problemy które nękają nas, naszych bliskich czy sąsiadów.Przez szczelną kurtynę nie przedziera się raczej nic smutnego, groźnego, skandalicznego.Nieszczęścia nie mają tu wstępu.I dobrze, ale ten świat jest niepełny, wyimaginowany. Owszem ,potrzebny nam. Mamy silną potrzebę schronienia się w nim jak w  przytulnym zagłębieniu dłoni przyjaciela."Jak w przytulnym" ,(czy w ogóle jeszcze to pamiętamy ) ale czy przesiąknięte idyllą świata wirtualnego nie gubimy prawdziwych relacji?
Czy rozmowa to dla nas komentarz?...Tego chcemy? aplauzu, umocnienia swojego poczucia wartości w cynicznym, wrogim świecie poza blogiem...
Tak było do wczoraj.
Cat-arzyna odważnie otworzyła drzwi.
Pokazała cierpienie.
Stawiła czoła budyniowemu światu...
Jak się z tym czujemy?
Ja podziwiam Ją za niezwykłą odwagę.
Ale cierpienie, które los Jej zesłał szuka wszelkich sposobów by przetrwać kolejny dzień i jeszcze jeden i jeszcze...
A jak Wy się do tego odnosicie?

15 komentarzy:

  1. Tak podziwiam ją za odwagę !podzieliła się swoim smutkiem ,ale uważam ,że dobrze zrobiła .
    Czasem i to w większości przypadków łatwiej jest otworzyć się przed nieznajomymi , bo z bliskim trudno...
    Często mamy potrzebę usłyszenia pocieszenia od innych, nie tylko nam bliskich osób... to nas w pewien sposób oczyszcza i na pewno jest nam lepiej , daje nam siłę
    czytając słowa otuchy... umacniamy się w przekonaniu , że nawet najgorsze chwile mijają ,a po burzy wychodzi słońce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszmy się życiem/chwilami i bliskimi , bo tak szybko mijają- odchodzą...

      Usuń
    2. To prawda, najłatwiej opowiedzieć o swoich problemach nieznajomemu...Niczego nie było przedtem i nic nie będzie potem. Każdy wysiada na swojej stacji i nigdy go się już nie ogląda .To jak wyrzucenie zbędnego bagażu .Przesyłka donikąd.
      Ale czy tak samo jest na blogerze?

      Usuń
    3. Nie tak samo ...,ale na pewno lepiej się czujemy jak komuś o swoim smutku opowiemy , a i w każdej chwili jak będziemy chciały wsparcia , to nie trzeba będzie opowiadać od nowa naszej historii...

      Usuń
  2. Nie znam kontekstu (Cat-arzyny), więc trudno mi się odnieść. Blog dla kazdego jest czym innym, nie każdy szuka poklasku, niektórzy wylewają frustracje, inni dzielą się pasjami... Często też pada zarzut,że tworzy się wokół blogera kółko tzw. adoracyjne... no przecież to też normalne, przecież i w życiu realnym nie garniemy się do tych, którzy sprawiają nam przykrość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak i w tym zawiera się sedno sprawy:)

      Usuń
  3. mam te same traumatyczne przeżycie....nie chciałm o tym mówić,płakac...o mały włos nie zwariowałam...jak zaczęłam siedzieć i bujać sie po kilkutygodniach jak w chorobie sierocej...zrozumiałam ,ze nie tędy droga....potem płakałam od rana do nocy..kilka dni..mi to pomogło....przyjaciel..mój mąż była ze mna...ale on też cierpiał..każdy sposób na pozbycie sie napięcia jest dobry...ja nie oceniam,,,,,zwłaszcza jak nie mam takich doswiadczeń..cóż...po latach oge o tym mówić...kiedyś nie dałabym rady....czas to dobry lekarz...ale nie leczy do końca.....Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja aktualnie przeżywam coś bardzo strasznego, wszystko co robię , wszystkie moje prace są próbą pogodzenia sobie z tym przerażajacym problemem.Kiedy jestem zmęczona tak,że z trudem docieram do łóżka, udaje mi się jakoś zasypiać...Chcę, by czas płynął szybciej, wiem ze tylko on pomoże mi poradzić sobie z jątrzacą raną, którą wczoraj ponownie mi otwarto...Mąż robi co może, tuli mnie, ale nie potrafimy nawet wspólnie rozwiazać tego problemu...
      Bardzo współczuję cat-arzynie i Tobie Beato...

      Usuń
    2. Dziewczyny przykro mi z powodu Waszych przeżyć i przesyłam dobrą energię...
      pozdrawiam
      Ag

      Usuń
  4. Martusiu bardzo ci współczuję...dobrze ,że masz przy sobie bratnia duszę:)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Przytulam,całym sercem.
    Wirtualny świat jest również po to by uciec na chwilę z codzienności,która czasami nas przerasta.
    Przyjaciele z naszego prawdziwego świata są naszą ostoją, wirtualni zaś, nawet jeśli dalecy,nie znani, ślą w nasza stronę dobre myśli,dobre słowa i to jest to co pomaga przeżyć gdy realny przyjaciel jest zbyt daleko.
    Ślę Dobrego Anioła,niech wspiera.
    Ela

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję, czuję Wasze wsparcie:))

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślę, że czasem życie tak nas przygniata, że nie da rady udawać, nawet tu, w budyniowym świecie, że wszystko jest dobrze. Współczuję Catarzynie, współczuję Tobie, że mierzycie się teraz z czymś strasznym.
    Wirtualny świat wiele mi dał, bardzo mnie zmienił i wzmocnił i mam nadzieję że to spotka też Ciebie Marto.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde słowo pozostawione przez Was w komentarzach, za czas
postom poświęcony...:)